sobota, 31 grudnia 2011

Kubek.

Jak zwykle.. Wraca te beznadziejne uczucie bezradności. Uczucie braku sensu życia.. Może jestem za gówniarą, żeby go zrobić, wgl żeby go mieć.. Ale raczej już w moim wieku o takich rzeczach się myśli. Bycie nastolatkiem jest zjebane. A zwłaszcza w okresie kiedy chodzisz do gimnazjum. W liceum masz już jakiś tam szacunek, o ile to można tak to nazwać. A w gimnazjum nie możesz się zachować jak dziecko, bo zachowujesz się jak dama. A właśnie, że tak ku*wa nie jest. Mam po dziurki w nosie takiego zachowania. Nawet człowiek nie może mieć własnego zdania.. Bo co po niektórzy po zjadali wszystkie rozumy i uważają że są najlepsi i najcudowniejsi w świecie. Uhh. Jak ja nienawidzę takiego zachowania.. Wywyższania się na innymi.. To jest takie nie ludzkie.. Zero empatii człowiek nie ma. Zero. Nie rozumiem tego. Nie rozumiem też życia na zasadzie 'a tam wyjebane na innych, ważne żebym ja miał dobrze w życiu'. A kurcze tak nie będzie w przyszłości.. I pomyśleć dorośli ludzie. Mający rozum tak postępują. Okej może się zdarzyć, ze na jednym człowieku się 'przejedziesz' ale to nie znaczy ze wszyscy tacy są.. Omylne spojrzenie na pomoc innemu człowiekowi. kurcze ja bym tak nie potrafiła.. A pomyśleć, że właśnie z takimi ludźmi bez empatii mieszkam pod jednym dachem. Naturą ludzką jest popełniać błędy. Ale nie oni wiedzą lepiej.. I weź tu dogódź.. Ale postanowiłam sobie jedno. Że nie dam po sobie jeździć. Mam swoją dumę i nie dopuszczę d tego. Nigdy nie będę się zachowywała tak jak on tego chce. Mam być posłuszna mu w 100% . Na każde zawołanie. I broń Boże coś nie zrobić. Bo to jest tylko 'pożyczka' chuj wie na jakiej zasadzie i o co chodzi. Ale pożyczka.. Uhh.. Nienawidzę tego! Czasami chciałabym być już dorosła. Mieć swoje życie, swoje problemy, swoje mieszkanie i żeby nikt do niego nie wchodził z brudnymi butami. Będę robiła to co chce i to co będę uważała za słuszne. Jak komuś to się nie podoba. Wybaczcie nie mój problem. :)

czwartek, 29 grudnia 2011

Professor.

Dobrze jest czasami odpocząć słuchając swojego ulubionego wokalisty. Cały dzień spędzony w domu. Chociaż jeden. dokończyłam Harrego Pottera którego zaczęłam wczoraj.Ostatnia część jest zdecydowanie najlepsza. Zaraz muszę się pouczyć do biologii. Niestety nauka wzywa. Nie mam jeszcze pomysłu na sylwka. Miałam propozycje od brata na domki. Ale mamusia nie pozwoliła. Może to i dobrze. Nie wiem czy odnalazłabym się w towarzystwie dwudziestolatków. :) Może wykombinuje coś z Inezą. A jak nie. Zapowiada się sylwester z dwójką. Szczerze mówiąc nie chciało mi się dzisiaj myśleć. Działałam dziś jak bierna roślinka. heh. Czasem potrzebuję takich dni. Rozmnożyłam swoją rodzinkę do granic możliwości. I chyba założę nową grę, bo tej już nie ogarniam. Jejkuu. Jak nie chce mi się nigdzie ruszać. Ale niestety. Jeśli chcę leczyć muszę mieć dobre oceny z biologii z którymi wiążą się bardzo dobre oceny. Buźka.

środa, 28 grudnia 2011

Zzzz...

Kolejny dzień zmarnowany w Plazie, ale tym razem na kręglach. Było nawet pozytywnie.. Choć pomijając jeden incydent, ale zapomnijmy o tym. Kurcze za dużo ostatnio myślę.. prócz lenistwa zostało mi po życiu płodowym życie nocne. zdecydowanie lepiej czuje się nocą, niż za dnia. wole ciemność, spokój, cisze. wszystko mnie w pewnym sensie relaksuje. lubię prowadzić nocny tryb życia. lubię chodzić o 4 w nocy spać, bo gram zawzięcie w The Sims. lubię kiedy nikt nie krzyczy. wszyscy śpią. dom wydaje się jakby tylko mój.. moje pole wyobraźni. za dnia wszystko się zmienia.. w domu jest głośno. każdy coś robi. każdy gdzieś idzie. czasem pasuje mi taki tryb .. ale jestem człowiekiem wpadającym ze skrajności w skrajność. myślę ze nigdy nie znajdę tego 'złotego środka'.. lubię kiedy wszystko dzieje się za szybko, na gwałt lub kiedy wszystko jest poukładane, spokojne, robione bez stresu.. z taka sama siłą lubię poranki, kiedy jestem sama w domu.. nikt mi nie przeszkadza. chodzę i robię swoje rzeczy bez najmniejszego stresu, że komuś coś nie pasuje.. dziwnie, dziwnie. ale cóż nie każdy jest idealny. ^^ kolorowych snów.

wtorek, 27 grudnia 2011

Choinka

Święta, święta i po świętach. Jak to jest mawiane już od ponad 3 lat. Szkoda, ze nie jestem małym dzieckiem. Wierze w mikołaja i czuje magie świąt.  a nie tak jak teraz. w tym roku te święta wyglądały bardziej na wielkanocne niż bożonarodzeniowe. szkoda mi trochę tego wszystkiego. nie wiem czemu. szkoda mi choinki która pięknie się błyszczy. szkoda mi prezentów. tych wszystkich rzeczy które są ważne podczas bożego narodzenia. w tych czasach to jest już bardziej spotkanie rodzinne niż święta. szkoda ze już tak jest. wszystkim zaczyna rządzić komercha. wszystko traci sens i swoje prawdziwe barwy.. nawet ciężko tu mówić o czymś takim jak szczęście czy miłość.. doszłam do wniosku ze jestem samotniczka i wcale dobrze mi z tym. uświadomiłam sobie ze to wszystko czego tak bardzo pragnęłam w zasadzie nie ma dla mnie znaczenia. wiem ze w przyszłości bd kierować się tylko kariera. o ile jakaś będzie. rodzina tez myślę ze będzie. ale raczej na uboczy. i raczej nie rodzina tylko dziecko. tak myślę ze przynajmniej w moim przypadku nie znajdę sobie mężczyzny z którym spędzę całe życie. to chyba nie na tym polega. nie wiem czm ale do dzisiaj chciałam stworzyć w przyszłości rodzinę jak z obrazka- tata, mama i gromadka dzieci.. a teraz.. zwrot o 180 stopni. mąż nie potrzebny, po drugie się nie znajdzie. dzieci okej. ale jedno maks dwa. i to na zasadzie wychowania ich jako samotna matka... a zesz już głupoty gadam. i tak tego nikt nie przeczyta. musiałam się sama wyżyć na czymś.. bo już za dużo myśli kłębi się w mojej głowie.. jest już mniej.. wypisane na stronach bloga.. ale dalej meczą i nurtują ..

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Złote pisaki.

Znów się wszystko jebie. :} To jest już chyba jakaś reguła mego życia. Powracająca jak bumerang. Znów mam dość wszystkiego. Skończyło się to co uważałam za najpiękniejsze w moim życiu. Szkoda... Ale trzeba żyć dalej. Na szczęście za dwa tygodnie święta i trochę się odstresuje. Mam już ochotę odizolować się od ludzi. Mam takie dziwne momenty w życiu. Ale to czasem dobrze. Wracać do szkoły z nowym zapałem. :] W tym tygodniu próbne egzaminy - tak , niestety zaczęło się. Testy, powtórzenia i Bóg wie co jeszcze. tak to jest jak jest się w trzeciej klasie. :))) Mój pies pilnuje walizki. Na szczęście za tydzień przybędzie kolejna z duużym gratisem. :]]] Już nie mogę się doczekać. Przed chwilą oglądałam filmik na yt opowiadający o spotkaniach żołnierzy, którzy wrócili z Iraku, z dziećmi. Aż się popłakałam :)) To jest takie wzruszające i słodkie jak małe dziecko mające najwyżej 3 lata mówi tacie, że go kocha i za nim tęskniło. Aż miło popatrzeć. Heh.. Dobra ja uciekam. Napisze tu może za miesiąc, a może jutro. Zobaczymy co los przyniesie. ; )))

niedziela, 13 listopada 2011

czwartek, 6 października 2011

Earthquake.

Już minęły dobre dwa tygodnie od kiedy ostatnio tu pisałam. Bądźmy szczerzy nie chciało mi sie. Znowu chyba zaczynam mieć załamanie.. mam tego po dziurki w nosie. Nie lubię jesieni. :( Wszystko jest beznadziejne. A w miłość nie wierze. I chuj. Zwłaszcza w taką między dwoma osobami.. No nie wierze. Po prostu.. Mam dosyć tego wszystkiego. Zwłaszcza nauki. Jeszcze egzamin mam w tym roku. -.-. Jak ja bym chciała być już dorosła. Być lekarzem, mieszkać w Białymstoku na swoim . I będąc szczęśliwa.. A nie . Musze czekać jeszcze 4 lata.. Mam nadzieje że już za rok bd mogła powiedzieć `pa,pa` Suwałkom. Mam nadzieję.. Ale ciekawe czy się to wszystko spełni.. Nie mam ochoty dalej pisać.Dalej żyć.. Wrr.. Dlaczego życie jest takie trudne ?!

wtorek, 13 września 2011

Wiadomosc

Znów murze pisać w temacie. wrr.. Czuje się beznadziejnie. czuje się nie potrzebna.. tak jakbym była dla kogoś ciężarem.. mam dość tego.. chciałabym już wyjechać i wszystko za sobą zostawić. życie od nowa.. mam dosyć egoistycznie nastawionych twarzy w tej zapyziałej mieścinie.nie żebym coś miała do miasta w którym się wychowałam . ale ciężko.mi tutaj jest. chce być w takim miejscu.gdzie nikt nie będzie mnie znać.. i zacne wszystko od początku.. boje się stracić przyjaciela..

niedziela, 11 września 2011

Muzyka.

Weekend szybko zleciał. Bardzo pozytywnie zaczniemy nowy tydzień. Pogodziłam się z M. Na reszcie coś do niej dotarło. Dzisiaj oczywiście nie obyło się bez grania w DDTanka. Lubię tę grę. Haha. Muszę jeszcze zabrać się do lekcji. niestety. Agr.. Nie lubie poniedziałków i pierwszego w-fu. Wrrrr. Nie mam ochoty dzisiaj pisać. Bynajmniej miłego tygodnia. :)
Pamiętniczki.
Klikać Lubię to. :)

piątek, 9 września 2011

Radio.

Troszeczkę już nie pisałam. Pierwszy tydzień minął dosyć wolno i nudno. Skończony beznadziejnym humorem. Ale już nadrabiamy braki słuchania muzyki. Tak jak to napisałam na Twitterze. To uczucie, gdy znów czujesz sens życia i masz wrażenie że się zakochałeś . Haha. Na prawdę bezcenne. Zaczną się treningi strzelania. Od czwartku. Bo w środę mam już zawody międzynarodowe. Bleee. A broni to nie trzymałam z 2 miesiące... I się nie załapie do szkolnej kadry.. Nie dobrze.. A dzisiaj nawet pogadałam sobie z panem P. Było to bardzo miłe. Achh . Aż tak śmiesznie lżej się oddycha. Muszę się odstresować. Nie wiem czemu , ale dużo osób uważa że się zakochałam , Ale ja tylko z Kamilem pisze, gadam, gram. Nic więcej. To jest tylko mój przyjaciel. I tak wierze w przyjaźń damsko-męską. Jest to fajne. Ale jak to moja siostra mówi: Najgorzej jak się zakocha któraś ze stron. Mam nadzieję że mnie to nie spotka, a ani Kamila. Znajdzie sobie jakiegoś pierwszaczka. Haha. Pedobear. Haha. Od czwartku znów pamiętniki się zaczynają. Jak ja to lubię . :) A dzisiaj są urodzinki mego Taty i światowy dzień przytulania. I pizza na kolacje. Haha . A ja jak zwykle o żarciu. Na razie jest dobrze.  Chcę mi się dzisiaj popisać . tylko nie mam pojęcia o czym . No to tak myślę sobie , że ` moja przyjaciółka` potwornie się zmieniła. Przykro mi, kochana. że musisz takie dziadostwo czytać. Alee .. Ciężko mi to jest powiedzieć Ci w realu. Bo cały czas latasz z M. Denerwuje mnie to. Choć M. ma trochę racji , że tez przesadzam z P. Ale nie wiem. Czy potrafiłabym to zmienić. Gdybym mocno się zaparła. To mooooże. Moooże. Ale wątpię.  Musimy się ogarnąć Niestety. Hahaha.
A tak nawiązując troszeczkę do przyszłości. To fajnie by było zostać żołnierzem. Byt będę miała zapewniony. Ale lekarz tez jest fajny, pomaganie ludziom itd. A tak żeby połączyć to to można iść na ratownika medycznego w wojsku. Fajnie by było. Ale muszę się zorientować co trzeba z matury zdawać. .. No i to chyba będzie na tyle. Włączę sobie zaraz The Sims 3  w które nie grałam już od dobrych 2 miesięcy. Na bierzmowanie zapisałam się do małego kościoła. I jest dobrze. Na razie się wsłuchuje w rytm muzyki. Miłego weekendu. :)

wtorek, 6 września 2011

System.

Dzisiaj zrozumiałam jak wiele rzeczy nie doceniałam. Wszystko co potrzebne do szczęścia mam wokół siebie. Jednak przyjaciele, za których ich uważałam , zawiedli mnie. Na matematyce dostałam olśnienia. Straciłam przyjaciółkę ... I to przez mojego "wroga". To jest dziwne uczucie. Bo wiem ze ja straciłam. ale tez zrozumiałam ze wokół mnie jest wiele ludzi którzy mi ufają, kochają. To jest najważniejsze. Nie pomijając miłości, która z czasem pewnie przyjdzie sama. Miejmy taka nadzieje. Cieszy mnie to ze mam poukładane w głowie. Jako taki plan na przyszłość i na razie będę się tego trzymać. Czas na rewolucje..PS. Pisze z telefonu.

niedziela, 4 września 2011

Coldplay.

Cały dzień spędzony z uśmiechem na twarzy. Od rana kościół jak zawsze w niedziele. Po kościele pojechaliśmy do dziadków. Przybyliśmy jako pierwsi. Co jest dosyć dziwne. Babcia naszykowała różnych pyszności. Zresztą jak zwykle wszystko mi smakowało. Kiedy rodzinka zjechała odrazu zaczęliśmy zabawę. To na podwórku to w domu. Zrobiliśmy sobie nawet spacer po kukurydze, do której nie dotarliśmy. Posiedzieliśmy sobie troszkę na huśtawce. I padło nagle hasło jedziemy do lasu po orzechy. To ja dawaj z jednym butem na nodze i kolba kukurydzy w reku lecę na łeb na szyję do samochodu. I w drogę! W pierwszym jechałam ja, którym kierował wujek, a w drugim prowadził Czarek. Wpadliśmy do lasu. Panowie założyli okulary niczym z Matrixa. Była kupa śmiechu z orzechów i sposobu ich zrywania oraz z wariackich rajdów Volkswagenami po lasach Suwalskich i wyskakiwania przez szyber dach Golfa. Haha. To się nazywa mieć rodzinę. A jutro szkoła i durna chemia. Lecęęę . Buziaaki.

sobota, 3 września 2011

Epuls.

Dzień bardzo mile spędzony w rodzinnym gronie na wykopkach. Jestem okropnie zmęczona. Muszę jeszcze iść do łazienki. Chyba zbiorę się wreszcie i ruszę to grube dupsko. Haha. Dużo rozmawiałam dzisiaj z siostrami. Na wiele tematów. Ale głownie na jeden. Ale nie zdradzę tego. Choć nikt nie czyta mojego bloga. I bardzo mi sie to podoba. Mogę pisać tu co chce i o kim chce, i nikt mi tego nie zabroni. Zauważyłam, że ludzie mają w dupie innych. I to dosłownie. Musze się tego nauczyć. Musze wreszcie ogarnąć bierzmowanie. Do którego kościoła idę. Boję się dorosłości, choć bardzo do niej dążę. Boje się studiów, choć bardzo chcę już na nich być. Boję się, że zostanę sama do końca życia i nikt mnie nie pokocha. Boję się próbować nowych rzeczy. Wychodzi na to że boję się życie.. Z moim trybem jest to niedorzeczne, ale jednak prawdziwe. Zaczął się rok szkolny.. Zaczęły się wszystkie dziwne huśtawki nastrojów. Nienawidzę tego! Raz jest cudownie, raz chętnie bym się powiesiła. Wrrr. Z innej beczki. Kamil chciał mnie dziś zaciągnąć na biegi o 19. Stanowczo zaprzeczyłam i idę jutro biegać. Hmm .. Miło będzie obiec 5x zalew. Oczywiście jeśli będę na siłach po imieninach dziadka.
Jest szansa na zawody międzynarodowe..

piątek, 2 września 2011

Sen.

Mam ochotę o wszystkim zapomnieć. Wszystko znów straciło sens. Znów się przekonałam, że nie mam szans na nic, a zwłaszcza na szczęśliwe życie. Bo zawsze ktoś musi się w nie wpieprzyć. Niestety już tak jest.. Zawsze coś musi się spieprzyć. Dlatego spieszno jest mi tak do nowego środowiska. Może tam będzie mi lepiej... Może.. Wszystko się zmienia- ludzie się zmieniają i cały świat wokół nas. Przeraża mnie to. Jak można popaść ze skrajności w skrajność.. Nie mam siły nic pisać. Teraz marzę tylko o ciepłym łóżeczku i ciekawych snach .. Z kimś w roli głównej.

środa, 31 sierpnia 2011

Love.

Ostatni dzień wakacji zaliczony do pozytywnych. Od rana bardzo miłe zakupy z Olgą. Ciekawa rozmowa z Klaudią. Przyjście Magdy i Inezy. Ciekawa niespodzianka. A tak nawiasem mam dobrą intuicję. Haha. Cały wieczór spędzony na rowerach. Przez zalew, osiedla, wojska polskiego, kościuszki i sejneńską. W Janzie sprzedają pyszne krokiety. Mm. Już jutro zaczyna się katorga. Czas iść do szkoły. Zacznie się czas kartkówek, klasówek i odpytywań. Choć jest tego dobra strona. Spotkam się z mnóstwem osób, których nie widziałam przez dwa miesiące. Będą fazy na biologii i religii. Siedzenie na dziedzińcu.. Jest nadzieja że nie będziemy musili nosić mundurków. Nie mam dzisiaj szczególnej weny do pisania. Jednym słowem, a w zasadzie czterema - to był dobry dzień.

Dziękuję Ci Moniko za ogromnie miło i zabawnie spędzone wakacje. :))

wtorek, 30 sierpnia 2011

Każdego dnia.

Dzień był dosyć nudny. Gdyby nie Kamil wgl nie podniosłabym się  łóżka. Uwielbiam, takie ciche poranki, kiedy jestem sama w domu. Wszystko robię na luzie i bez najmniejszego pośpiechu. Szkoda, że rzadko się to zdarza. Cały dzień zrekompensował wieczór. A mianowicie. Siedząc przed telewizorem dostałam wiadomość a w  niej prośby, żeby przyjść nad zalew. Szybko zmobilizowałam Ineze. I jedziemy, na łeb na szyję,  z piłką do siatkówki na plecach. Było nam okropnie zimno, ale jakoś dałyśmy radę. Mnie Kamil zaciągnął do gry. A M. gadała sobie z Grosiem. Przyszedł, a w zasadzie przeszedł Hera. Uśmiałam się tam za wszystkie czasy, a zwłaszcza przez `Ciasnego Wieśka`. Haha. W domu już zadzwoniła do mnie M., że szczęśliwie dojechała i w sprawie planów. Nastąpiła zmiana. Dosyć spora. W czwartek ona idzie z Magdą do szkoły, ja najprawdopodobniej sama, bo Olga idzie wcześniej do kościoła. Następnie idziemy do niej do domu.  Bierzemy potrzebne rzeczy do szkoły i na noc i wbijamy do mnie. Najprawdopodobniej coś zamawiamy i siedzimy do 3. Rano razem do szkoły i po południu ze szkoły. Obiad i ja lecę do kościoła. Pierwszy piątek miesiąca. Zobaczymy jeszcze czy wszytko wypali. Ale jest nadzieja. Ogromna nadzieja. Kolorowych snów. :))

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Clock.

Dzień spędzony bardzo miło głownie w towarzystwie rodzinki i Moniki. Zauważyłam, że w każdym poście jest o niej wzmianka. Widzisz mam fioła na Twoim punkcie. Haha. Od rana - znaczy się od 11. Przybyła Ineza, następnie był szybki wypad z Justyną do spożywczaka po procenty, a później bazarek. Miligramy smrodu i pieczywo. Kolejno Noniewicza i McDonald. Mamy bardzo fajniste smerfy przy torebkach. Mamy zamiar iść po kolejne, aby miały towarzystwo. Po 2 godzinach nareszcie doszłyśmy do domu. Zrobiłam obiad i kulturalnie siadłyśmy przed TV. Obmyśliłyśmy szatański plan na piątek. Oj będzie się działo. Nie mogę się doczekać. A w środę jeśli wszystko się uda Pani M. nocuje u mnie i w czwartek idziemy razem na początek. Na szczęście mamy na 11, więc możemy w nocy zabalować. Jak to Ineza powiedziała, cytując : `rozpierdolimy system!<3`. Cały wieczór przesiedziałam z telefonem w ręku i włączonym GG, pisząc z Kamilem, który opowiadał mi większość czasu o anime. Podobało mi się to. Zastanawiałam się te  jak można takie coś oglądać, ale doszłam do jednego wniosku. Może mnie, ktoś kto ogląda Anime, spytać jak ja mogę oglądać te seriale meksykańskie. I wszystko się wyjaśnia. :) Wieczorny czas,aż dziwnie mi się dłuży. To nie dobrze... Do jutra. ;**

Pinokio.

Wczoraj nic nie było z powodu wyjazdu do mojego świata. Chłopcy bzikowali na spacerze. Dobrze czasem tak oderwać się od miasta. Od wszystkich problemów. Zostawić je same na noc. Może same się rozwiążą. Otóż dzisiaj był jeden z nudniejszych dni. Jedynym moim wyjściem - było wyjście do kościoła. Mam z nim (w pewnym sensie) ogromny dylemat. Mianowicie dotyczący bierzmowania. Wiem, że może się to wydać błaha niesnaska, ale dla mnie jest ogromnie ważna. Imię mam wybrane, świadka również. Gorzej z kościołem. I tak, i tak trzeba iść do kancelarii po jakiś papierek albo zgodę albo odpis chrztu. I nie potrafię się zdecydować. W dużym miałam dwa poprzednie sakramenty i chodziłam tam od małego, a w małym bd miała ślub. Więc po papiery i tak trzeba latać. A w dużym do tego jest nowy proboszcz i nie wiadomo jakie rządy wprowadzi.. Mam wrażenie, że więcej argumentów pozytywnych jest do małego. Znam proboszcza, wiem jak i co trzeba. Ale będę musiała chodzić na roraty o 6 rano. A o tej porze nie mam zamiaru wstawać i jeszcze od razu po kościele do szkoły. Nie dałabym rady .. Hmm.. I jest 2:2 . Nie mam nikogo kto pomógłby mi wybrać.. Muszę zrobić to sama.. Zmieniając temat. Cieszę się, że dzisiaj nie poszłam z Monikami na miasto. Przynajmniej miały trochę czasu dla siebie, a ja żadnych problemów. Nie rozumiem nastolatków w moim wieku, którzy uważają picie za coś fajnego. Za coś co pomoże im zapomnieć. W taki sposób można baardzo szybko popaść w nałóg. To samo tyczy się papierosów. Nie wypowiadam się na temat sziszy itp , bo nie miałam nigdy z nią styczności (jak na razie) i nie będę pisała głupot i swoich wymysłów. A wracając to picie wódki by zapomnieć nie ma najmniejszego sensu, rano po piciu jest tylko ogromny ból głowy. A problemy nadal są. Nie zniknęły. Tak samo papierosy. Ludzie palą je, aby się odstresować. W moim wieku raczej dla szpanu. A potem kiedy są dorośli bęczą, że się w nałóg wciągnęli. Znam parę takich osób. Nie chcę w jakiś sposób obrażać tych ludzi co robią takie rzeczy. Ja tu tylko wyrażam swoje zdanie. Taki jest cel tego bloga. Wyrazić własne zdanie na temat rożnych głupot... Pokój. :)

piątek, 26 sierpnia 2011

Hardcore.

Dzień bardzo mile spędzony. Dzisiaj spadłam z łóżka rano. Nie było to miłe. O 10 oglądnęłam Corazon Salvaje. Później rowerem przez miasto! - Do bibliotek i na bazarek. Od 15 zaczęłyśmy wycieczkę `w nieznane` z Moniką. Najpierw bulwarowa - opowieści o gburowatym okuliście. Następnie Reja, okrążenie całego osiedla Kowalskiego i skok na Biedronkę po lody, czekoladę, soki i wodee. Później zdecydowałyśmy się na rzekę ale pod torami. Siedziałyśmy tam gadając dobrą godzinę. W tym czasie przejechały dwa szynobusy. A Monika stwierdziła, iż musimy nagrać odgłos `walącego się` mostu na budzik. A za drugim razem chillowalyśmy sobie na pomoście i jedzie kolejny szynobus. Tym razem spokojnie sobie siedząc patrzyłyśmy na niego, z kolei Ci co tam byli gapili się na nas. To było dosyć dziwne ale zarazem fajne. Haha .  W domu byłam już po 18. Trochę wcześniej niż to zaplanowałyśmy. Ale mniejsza. Zdążyłam na swój serial. A przed chwilą skończyłam rozmawiać z Kamilem na GG. Jego opowieści o serialu Dragon Ball były bardzo fascynujące. Haha. Muszę już się zbierać.. Lecę do łazienki i idę spać. Jutro trzeba rano wstać. Idziemy na bazaar. Jupiiiii. :)

czwartek, 25 sierpnia 2011

Romantica.

Nienawidzę takich dni jak dzisiaj. Bierne siedzenie na tyłku przed komputerem, nie mając nic lepszego do roboty. Na książki nie mam ochoty. A w telewizorze dopiero bd coś ciekawego około 19. Ale jak na razie zostaje przy Zaklinaczce dusz. Oczywiście na dziś miałam plany, ale nie wypaliły przez Inezę i jej straszną robotę - pilnowanie psa.. Mam wrażenie że nie którym ludziom ważniejsze są pieniądze niż inny człowiek i jego plany i uczucia. Ale mniejsza. Idę chyba zjeść obiad bo robię się wreszcie głodna. Od września zaczynamy zmiany. :))
Edit.
Sytuacja znacznie się poprawiła wieczornymi zakupami w Plazuni. Mam wreszcie swoje upragnione spodnie i jako bonus ładną czarną koszulkę. :) A i coś jeszcze dzisiaj chata `wolna` - przynajmniej od siostry. Jupiiii. :))

środa, 24 sierpnia 2011

Unicestwienie dusz.

Zastanawia mnie to czy znajdę miłość, a może ona znajdzie mnie? Może już na mnie czeka do 1 września, aż się zobaczymy. Zobaczymy się w szkole tak jak zawsze prawie codziennie w rok szkolny.  Wpatrując się w siebie przez całe przerwy siedząc na dziedzińcu  i wypowiedzeniu do siebie kretyńskiego `hej` mijając się.  Chciałabym to zmienić. Zmienić wszystko. Całe moje dotychczasowe życie. Chciałabym z nim móc normalnie rozmawiać - jak z dobrym kumplem. Ciekawe czy mi się to uda... I ciekawe czy on faktycznie "czuje" to co ja uważam. Miejmy nadzieję, że wreszcie dowiem się tego. Jak to mówią. nadzieja umiera ostatnia.. Choć czasem jestem negatywnie nastawiona do tego uczucia i nie chciałabym, żeby mnie znów spotkało w tej samej postaci, to tęsknie za tymi wszystkimi durnymi rzeczami, które robi się mając motyle w brzuchu. Choć z innej strony mam wrażenie, że to uczucie jest mi zakazane przez mój wygląd. Ludzie mi cały czas mówią- " Jesteś ładna, taka jaka jesteś teraz. Nie zmieniaj się dla innych". Okej. Ale ja chce to zrobić dla siebie. Dokonam rzeczy niemożliwych.

Obserwatorzy