Ostatni dzień wakacji zaliczony do pozytywnych. Od rana bardzo miłe zakupy z Olgą. Ciekawa rozmowa z Klaudią. Przyjście Magdy i Inezy. Ciekawa niespodzianka. A tak nawiasem mam dobrą intuicję. Haha. Cały wieczór spędzony na rowerach. Przez zalew, osiedla, wojska polskiego, kościuszki i sejneńską. W Janzie sprzedają pyszne krokiety. Mm. Już jutro zaczyna się katorga. Czas iść do szkoły. Zacznie się czas kartkówek, klasówek i odpytywań. Choć jest tego dobra strona. Spotkam się z mnóstwem osób, których nie widziałam przez dwa miesiące. Będą fazy na biologii i religii. Siedzenie na dziedzińcu.. Jest nadzieja że nie będziemy musili nosić mundurków. Nie mam dzisiaj szczególnej weny do pisania. Jednym słowem, a w zasadzie czterema - to był dobry dzień.
Dziękuję Ci Moniko za ogromnie miło i zabawnie spędzone wakacje. :))
środa, 31 sierpnia 2011
wtorek, 30 sierpnia 2011
Każdego dnia.
Dzień był dosyć nudny. Gdyby nie Kamil wgl nie podniosłabym się łóżka. Uwielbiam, takie ciche poranki, kiedy jestem sama w domu. Wszystko robię na luzie i bez najmniejszego pośpiechu. Szkoda, że rzadko się to zdarza. Cały dzień zrekompensował wieczór. A mianowicie. Siedząc przed telewizorem dostałam wiadomość a w niej prośby, żeby przyjść nad zalew. Szybko zmobilizowałam Ineze. I jedziemy, na łeb na szyję, z piłką do siatkówki na plecach. Było nam okropnie zimno, ale jakoś dałyśmy radę. Mnie Kamil zaciągnął do gry. A M. gadała sobie z Grosiem. Przyszedł, a w zasadzie przeszedł Hera. Uśmiałam się tam za wszystkie czasy, a zwłaszcza przez `Ciasnego Wieśka`. Haha. W domu już zadzwoniła do mnie M., że szczęśliwie dojechała i w sprawie planów. Nastąpiła zmiana. Dosyć spora. W czwartek ona idzie z Magdą do szkoły, ja najprawdopodobniej sama, bo Olga idzie wcześniej do kościoła. Następnie idziemy do niej do domu. Bierzemy potrzebne rzeczy do szkoły i na noc i wbijamy do mnie. Najprawdopodobniej coś zamawiamy i siedzimy do 3. Rano razem do szkoły i po południu ze szkoły. Obiad i ja lecę do kościoła. Pierwszy piątek miesiąca. Zobaczymy jeszcze czy wszytko wypali. Ale jest nadzieja. Ogromna nadzieja. Kolorowych snów. :))
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Clock.
Dzień spędzony bardzo miło głownie w towarzystwie rodzinki i Moniki. Zauważyłam, że w każdym poście jest o niej wzmianka. Widzisz mam fioła na Twoim punkcie. Haha. Od rana - znaczy się od 11. Przybyła Ineza, następnie był szybki wypad z Justyną do spożywczaka po procenty, a później bazarek. Miligramy smrodu i pieczywo. Kolejno Noniewicza i McDonald. Mamy bardzo fajniste smerfy przy torebkach. Mamy zamiar iść po kolejne, aby miały towarzystwo. Po 2 godzinach nareszcie doszłyśmy do domu. Zrobiłam obiad i kulturalnie siadłyśmy przed TV. Obmyśliłyśmy szatański plan na piątek. Oj będzie się działo. Nie mogę się doczekać. A w środę jeśli wszystko się uda Pani M. nocuje u mnie i w czwartek idziemy razem na początek. Na szczęście mamy na 11, więc możemy w nocy zabalować. Jak to Ineza powiedziała, cytując : `rozpierdolimy system!<3`. Cały wieczór przesiedziałam z telefonem w ręku i włączonym GG, pisząc z Kamilem, który opowiadał mi większość czasu o anime. Podobało mi się to. Zastanawiałam się te jak można takie coś oglądać, ale doszłam do jednego wniosku. Może mnie, ktoś kto ogląda Anime, spytać jak ja mogę oglądać te seriale meksykańskie. I wszystko się wyjaśnia. :) Wieczorny czas,aż dziwnie mi się dłuży. To nie dobrze... Do jutra. ;**
Pinokio.
Wczoraj nic nie było z powodu wyjazdu do mojego świata. Chłopcy bzikowali na spacerze. Dobrze czasem tak oderwać się od miasta. Od wszystkich problemów. Zostawić je same na noc. Może same się rozwiążą. Otóż dzisiaj był jeden z nudniejszych dni. Jedynym moim wyjściem - było wyjście do kościoła. Mam z nim (w pewnym sensie) ogromny dylemat. Mianowicie dotyczący bierzmowania. Wiem, że może się to wydać błaha niesnaska, ale dla mnie jest ogromnie ważna. Imię mam wybrane, świadka również. Gorzej z kościołem. I tak, i tak trzeba iść do kancelarii po jakiś papierek albo zgodę albo odpis chrztu. I nie potrafię się zdecydować. W dużym miałam dwa poprzednie sakramenty i chodziłam tam od małego, a w małym bd miała ślub. Więc po papiery i tak trzeba latać. A w dużym do tego jest nowy proboszcz i nie wiadomo jakie rządy wprowadzi.. Mam wrażenie, że więcej argumentów pozytywnych jest do małego. Znam proboszcza, wiem jak i co trzeba. Ale będę musiała chodzić na roraty o 6 rano. A o tej porze nie mam zamiaru wstawać i jeszcze od razu po kościele do szkoły. Nie dałabym rady .. Hmm.. I jest 2:2 . Nie mam nikogo kto pomógłby mi wybrać.. Muszę zrobić to sama.. Zmieniając temat. Cieszę się, że dzisiaj nie poszłam z Monikami na miasto. Przynajmniej miały trochę czasu dla siebie, a ja żadnych problemów. Nie rozumiem nastolatków w moim wieku, którzy uważają picie za coś fajnego. Za coś co pomoże im zapomnieć. W taki sposób można baardzo szybko popaść w nałóg. To samo tyczy się papierosów. Nie wypowiadam się na temat sziszy itp , bo nie miałam nigdy z nią styczności (jak na razie) i nie będę pisała głupot i swoich wymysłów. A wracając to picie wódki by zapomnieć nie ma najmniejszego sensu, rano po piciu jest tylko ogromny ból głowy. A problemy nadal są. Nie zniknęły. Tak samo papierosy. Ludzie palą je, aby się odstresować. W moim wieku raczej dla szpanu. A potem kiedy są dorośli bęczą, że się w nałóg wciągnęli. Znam parę takich osób. Nie chcę w jakiś sposób obrażać tych ludzi co robią takie rzeczy. Ja tu tylko wyrażam swoje zdanie. Taki jest cel tego bloga. Wyrazić własne zdanie na temat rożnych głupot... Pokój. :)
piątek, 26 sierpnia 2011
Hardcore.
Dzień bardzo mile spędzony. Dzisiaj spadłam z łóżka rano. Nie było to miłe. O 10 oglądnęłam Corazon Salvaje. Później rowerem przez miasto! - Do bibliotek i na bazarek. Od 15 zaczęłyśmy wycieczkę `w nieznane` z Moniką. Najpierw bulwarowa - opowieści o gburowatym okuliście. Następnie Reja, okrążenie całego osiedla Kowalskiego i skok na Biedronkę po lody, czekoladę, soki i wodee. Później zdecydowałyśmy się na rzekę ale pod torami. Siedziałyśmy tam gadając dobrą godzinę. W tym czasie przejechały dwa szynobusy. A Monika stwierdziła, iż musimy nagrać odgłos `walącego się` mostu na budzik. A za drugim razem chillowalyśmy sobie na pomoście i jedzie kolejny szynobus. Tym razem spokojnie sobie siedząc patrzyłyśmy na niego, z kolei Ci co tam byli gapili się na nas. To było dosyć dziwne ale zarazem fajne. Haha . W domu byłam już po 18. Trochę wcześniej niż to zaplanowałyśmy. Ale mniejsza. Zdążyłam na swój serial. A przed chwilą skończyłam rozmawiać z Kamilem na GG. Jego opowieści o serialu Dragon Ball były bardzo fascynujące. Haha. Muszę już się zbierać.. Lecę do łazienki i idę spać. Jutro trzeba rano wstać. Idziemy na bazaar. Jupiiiii. :)
czwartek, 25 sierpnia 2011
Romantica.
Nienawidzę takich dni jak dzisiaj. Bierne siedzenie na tyłku przed komputerem, nie mając nic lepszego do roboty. Na książki nie mam ochoty. A w telewizorze dopiero bd coś ciekawego około 19. Ale jak na razie zostaje przy Zaklinaczce dusz. Oczywiście na dziś miałam plany, ale nie wypaliły przez Inezę i jej straszną robotę - pilnowanie psa.. Mam wrażenie że nie którym ludziom ważniejsze są pieniądze niż inny człowiek i jego plany i uczucia. Ale mniejsza. Idę chyba zjeść obiad bo robię się wreszcie głodna. Od września zaczynamy zmiany. :))
Edit.
Sytuacja znacznie się poprawiła wieczornymi zakupami w Plazuni. Mam wreszcie swoje upragnione spodnie i jako bonus ładną czarną koszulkę. :) A i coś jeszcze dzisiaj chata `wolna` - przynajmniej od siostry. Jupiiii. :))
Edit.
Sytuacja znacznie się poprawiła wieczornymi zakupami w Plazuni. Mam wreszcie swoje upragnione spodnie i jako bonus ładną czarną koszulkę. :) A i coś jeszcze dzisiaj chata `wolna` - przynajmniej od siostry. Jupiiii. :))
środa, 24 sierpnia 2011
Unicestwienie dusz.
Zastanawia mnie to czy znajdę miłość, a może ona znajdzie mnie? Może już na mnie czeka do 1 września, aż się zobaczymy. Zobaczymy się w szkole tak jak zawsze prawie codziennie w rok szkolny. Wpatrując się w siebie przez całe przerwy siedząc na dziedzińcu i wypowiedzeniu do siebie kretyńskiego `hej` mijając się. Chciałabym to zmienić. Zmienić wszystko. Całe moje dotychczasowe życie. Chciałabym z nim móc normalnie rozmawiać - jak z dobrym kumplem. Ciekawe czy mi się to uda... I ciekawe czy on faktycznie "czuje" to co ja uważam. Miejmy nadzieję, że wreszcie dowiem się tego. Jak to mówią. nadzieja umiera ostatnia.. Choć czasem jestem negatywnie nastawiona do tego uczucia i nie chciałabym, żeby mnie znów spotkało w tej samej postaci, to tęsknie za tymi wszystkimi durnymi rzeczami, które robi się mając motyle w brzuchu. Choć z innej strony mam wrażenie, że to uczucie jest mi zakazane przez mój wygląd. Ludzie mi cały czas mówią- " Jesteś ładna, taka jaka jesteś teraz. Nie zmieniaj się dla innych". Okej. Ale ja chce to zrobić dla siebie. Dokonam rzeczy niemożliwych.
Subskrybuj:
Posty (Atom)