wtorek, 30 sierpnia 2011

Każdego dnia.

Dzień był dosyć nudny. Gdyby nie Kamil wgl nie podniosłabym się  łóżka. Uwielbiam, takie ciche poranki, kiedy jestem sama w domu. Wszystko robię na luzie i bez najmniejszego pośpiechu. Szkoda, że rzadko się to zdarza. Cały dzień zrekompensował wieczór. A mianowicie. Siedząc przed telewizorem dostałam wiadomość a w  niej prośby, żeby przyjść nad zalew. Szybko zmobilizowałam Ineze. I jedziemy, na łeb na szyję,  z piłką do siatkówki na plecach. Było nam okropnie zimno, ale jakoś dałyśmy radę. Mnie Kamil zaciągnął do gry. A M. gadała sobie z Grosiem. Przyszedł, a w zasadzie przeszedł Hera. Uśmiałam się tam za wszystkie czasy, a zwłaszcza przez `Ciasnego Wieśka`. Haha. W domu już zadzwoniła do mnie M., że szczęśliwie dojechała i w sprawie planów. Nastąpiła zmiana. Dosyć spora. W czwartek ona idzie z Magdą do szkoły, ja najprawdopodobniej sama, bo Olga idzie wcześniej do kościoła. Następnie idziemy do niej do domu.  Bierzemy potrzebne rzeczy do szkoły i na noc i wbijamy do mnie. Najprawdopodobniej coś zamawiamy i siedzimy do 3. Rano razem do szkoły i po południu ze szkoły. Obiad i ja lecę do kościoła. Pierwszy piątek miesiąca. Zobaczymy jeszcze czy wszytko wypali. Ale jest nadzieja. Ogromna nadzieja. Kolorowych snów. :))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy